Menu Zamknij

Bikefitting w Veloart, czyli: A po co to komu?

Właściwie, tekst ten mógłby powstać już co najmniej rok temu. Ale tak się jakoś sprawy poukładały, że potrzebowałem dopiero kupić nowy rower i to właśnie z nim udać się na bikefitting. Tekst ten piszę z perspektywy około trzech miesięcy po wizycie w studio. Dlaczego aż tyle czasu mi to zajęło? Właściwie opis całego tego wydarzenia miałem gotowy od połowy marca, jednak potrzebowałem przejechac kilka tysięcy kilometrów w wypracowanej pozycji, aby móc ocenić efekty tej pracy.

Veloart to w zamyśle właściciela (a jest nim nie kto inny jak nam wszystkim dobrze znany Mistrz Świata z Ponferrady – Michał Kwiatkowski) miejsce, w którym nie kupimy gotowego roweru, jak setki innych, a skomponujemy swój własny i niepowtarzalny egzemplarz. Nie jest to jedyna rzecz, która odróżnia to miejsce od pozostałych „sklepów z rowerami”. Cały wystrój tego miejsca sprawia, że czujemy się tutaj tak, jak byśmy przekroczyli właśnie progi eleganckiego kolarskiego świata. Ściany zdobione ramami szosowymi z różnych epok, umeblowanie nawiązujące do kultowych stylizacji przynajmniej z ubiegłego stulecia, wszystko to dodatkowo wzbogacone o cenne pamiątki z najważniejszych momentów w karierze Michała. Jednak najistotniejszą kwestią jest tutaj indywidualne podejście do każdego, kto zdecyduje się odwiedzić to miejsce.

Rower Chłopakom zostawiłem już kilkanaście dni wcześniej, aby zostały w nim zamontowane wszystkie części, które potrzebowałem, oraz aby wyregulowany został cały system Di2. Po cichu liczyłem także, że zwolni się jakiś wcześniejszy termin na fitting. Tutaj muszę przyznać, że Panowie mają pełne ręce roboty. W okresie, gdy całe to zamieszanie miało miejsce, czyli w marcu, u bram nowego sezonu, na taką usługę trzeba poczekać nawet kilka tygodni. Studio wyszło niejako naprzeciw tym wymaganiom i od kilku miesięcy możemy korzystać już z dwóch pomieszczeń przeznaczonych właśnie do bikefittingu. Mateusza Naworola, w opinii wielu najlepszego bikefittera w naszym kraju, wspiera inny Mateusz – Dzięgielewski, prywatnie mój dobry znajomy, o którym wspominałem już na łamach niniejszego bloga – o tutaj.

Zanim rozpocząłem bikefitting, zostałem poczęstowany pyszną kawą (wybór padł jak zwykle na espresso) z takiej o to maszyny:

Następnie poszedłem skorzystać z przebieralni, której pomysł na szafki bardzo przypadł mi do gustu, a Wam?

Dobra, pora przejść do najważniejszej części tego tekstu – właściwego bikefittingu. Całą sesję spędzę z Mateuszem Dzięgielewskim. Mateusz jest także (a raczej – przede wszystkim) fizjoterapeutą i współpracuje między innymi z reprezentacją Polski w tandemach. Rytuał rozpoczęliśmy od, nazwijmy to, wywiadu środowiskowego, który jest tutaj po prostu podstawą. Na tym etapie zostały określone moje wymagania co do ustawienia pozycji, zostałem zapytany o swoje mankamenty z ciałem, a także pokrótce przedstawiłem jakie są moje cele w kolarstwie.

Po kilkunastu minutach rozmowy przyszła pora na ocenę mojej sprawności i gibkości, a raczej jej braku… Niestety, mięśnie mam dość zagruzowane i aż wstyd się przyznać (ale napiszę to dla swojej motywacji) mam trudności ze skłonem, w którym dotknę dłońmi ziemi. Nad tym mocno pracuję od pewnego czasu i pracował będę dalej. W dalszej części wprowadzającej zostałem skrupulatnie wymierzony. Ku mojemu zdziwieniu wcale nie mam 173, lecz 172cm wzrostu… dobre siedem lat życia w błędzie 😉

Następnie przeszliśmy do ustawienia bloków. Tutaj muszę powiedzieć, że od kilku lat ustawienia bloków powierzam specjalistom w celu uniknięcia niepotrzebnych kontuzji czy też zwyrodnień. Od czasu przesiadki z butów NorthWave na buty S-works (czyli mniej więcej od 1,5 roku) miałem problem z optymalnym ustawieniem. Było sporo kombinacji i delikatnych zmian. Były także stosowane podkładki profilujące pod bloki, jednak problem z bolącą kostką boczną kości strzałkowej w prawej stopie nie mógł całkowicie ustać. Nasilał się on głównie przy mocniejszej jeździe, więc właściwie tylko na wyścigach i mocniejszych treningach. Jako że w zeszłym sezonie za wiele mocnych wyścigów i treningów nie jeździłem, to nieco zbagatelizowałem ten problem i myślałem, że może jakoś sam się rozwiąże.

Bloki ustawione, rower wpięty w trenażer i ustawiony roboczo z danych uzyskanych podczas pomiarów, a zatem śmiało mogę w końcu po raz pierwszy usiąść na moim nowym Ridleyu! Jeszcze tylko przyklejenie ośmiu czujników na poszczególne części prawej strony mojego ciała i możemy ruszać z badaniem, które przeprowadzone zostanie z pomocą wideo-analizy biomechanicznej.

Do ustawienia mamy właściwie całą moją sylwetkę „bez żadnych danych wyjściowych” (bo jakoś nie pomyślałem, żeby przynieść ze sobą swój poprzedni rower). Zajmiemy się więc ustawieniem wysokości siodła, kąta nachylenia i odległości od osi suportu, a także wysokością kierownicy i mostka oraz pozycją klamkomanetek.

Cały przebieg bikefittingu to sprawa bardzo indywidualna. Wiele zależy od dobrego oka fittera i jego spostrzeżeń oraz danych zebranych dzięki oprogramowaniu, a także od naszych subiektywnych odczuć fizycznych. Jednak szkielet całej pracy jawi się następująco: zaczynamy od ustawień siodła, i przechodzimy do przodu. W mojej opinii niezwykle istotna jest współpraca z fitterem podczas całego procesu. Musimy być tutaj bardzo skrupulatni i krytyczni. Krytyczni w takim sensie, aby sygnalizować wszelkie niedogodności w ustawieniu i od razu informować o tym, że gdzieś nas za bardzo ciągnie, albo czujemy, że przesuwamy się za bardzo na siodle.

U mnie na przykład został zaobserwowany problem z łydką, która była napięta przez nadmierne zgięcie w stawie skokowym . Właściwie mogę tutaj powiedzieć, że dobre kilkanaście miesięcy (jeśli nie całe życie) wykonywałem błędnie ruch nogą podczas kręcenia, mianowicie ustawiałem stopę pod zbyt dużym kątem. Tutaj ogólnie sytuacja jest dość ciekawa, bo gdy Mateusz zalecił mi, abym zaczął wykonywać prawidłowy ruch to czułem wtedy mocne „uwieranie” języka od buta szosowego i praktycznie miałem brak możliwości wykonania w 100% prawidłowego ruchu. Sytuacja nieco kuriozalna mogłoby się wydawać, ale jak spojrzycie na zdjęcie poniżej to zobaczycie masywność wykończenia języka w bucie Specialized.

Co nieco sytuację udało mi się złagodzić w taki sposób, że linki od zapięć „boa” poprowadziłem na krzyż, a nie równolegle, jak do tej pory. Chyba muszę posłać patent do Pana Specialized 😛 Co ciekawe w poprzednich parach butów, jakie używałem, miałem takie charakterystyczne nacięcia na językach i ruch stopy dzięki temu nie był w żaden sposób blokowany. Swoją drogą jakiś czas temu natknąłem się na fotkę butów szosowych Chrisa Froome’a i chyba nie bez przyczyny języki w tych butach wyglądały o tak (po prostu zostały rozcięte):

Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że właśnie przez to wzięły się problemy ze stopą o których pisałem wcześniej, gdyż już teraz mogę stwierdzić, że po kilku jazdach w nowym ustawieniu (i nowym sznurowaniu) ból ustąpił. Dlatego tutaj uwaga dla Was, abyście sprawdzili, czy czasem u Was nie występuje taki problem, a także żebyście pamiętali o tym problemie podczas zakupu nowego obuwia!

Dobre półtorej godziny poświęciliśmy na szukaniu tego optymalnego ustawienia, które będzie sprawiało, że moc będę transferował możliwie najefektywniej, pozycja będzie dla mnie jak najbardziej komfortowa i nie będę odczuwał żadnych dolegliwości bólowych, czy też dyskomfortu. Taki dyskomfort delikatny, w zależności od ustawienia, byłem w stanie odczuć w okolicach górnej części łydki, czy też w stopie. Jednak wszystko to zgłaszałem do fittera i staraliśmy się dalej szukać pożądanego ustawienia. Tak jak wspomniałem wcześniej, niestety nie jestem zbyt dobrze rozciągnięty. Przez właśnie ten fakt nie mogliśmy za wiele poszaleć z wysokością siodła, a także użyć dłuższego mostka, który miałem przygotowany w zanadrzu. Mostek obecnie mam zainstalowany w wersji 110mm i 8% nachylenia. Mam nadzieję, że w miarę polepszania mojej gibkości uda się w niedługim czasie „wydłużyć” sylwetkę i zastosować mostek o jeden centymetr dłuższy.

Bike fitting nie byłby kompletny bez otrzymania zaleceń, gdzie skupić swoją pracę nad sprawnością ciała. Poprawienie jakości ruchu poprzez ćwiczenia mobilizacyjne i siłowe, daje nam większą swobodę i bufor na zmęczenie. W moim przypadku najwięcej do poprawy mam we wspomnianych łydkach i usprawnieniu całej “taśmy tylnej”. Tak w fizjoterapii funkcjonalnej określa się współpracujące tkanki ciągnące się po tylnej stronie ciała od podeszwy stopy aż do szyi i głowy.

Dla kogo jest bikefitting?

Generalnie dla każdego. Ja jednak uważam, że takie badanie powinny zrobić osoby, które biorą udział w zawodach, lub/i jeżdżą jednostki treningowe na dużej intensywności, bądź jeżdżą bardzo długie dystanse. Wszystko z tego względu, aby po prostu nie nabawić się jakiejś kontuzji, bądź zwyrodnień spowodowanych pogłębianiem się wady pozycji.

Napiszę jeszcze to, choć uważam, że jeśli rozważasz opcję bikefittingu, to warunek ten spełniasz na pewno. Mianowicie aby odbyć profesjonalną, w pełni kompleksową sesję bikefittingu. Musisz posiadać buty kolarskie z systemem bloków, które będą przytwierdzały Twoje buty do pedałów w sposób statyczny. Jest to spowodowane poprawnością odczytu danych z programu.

Jak się przygotować do bikefittingu?

Popracuj co nieco nad swoim ciałem. Ja na przykład starałem się poprawić swoją gibkość. 4-5 razy w tygodniu poświęcałem kilkanaście minut na pracę ze swoimi mięśniami. Stosowałem krótkie rolowanie, a także rozciąganie.

Oczywiście dobrze będzie jeśli Twój rower będzie w 100% kompletny. Jeśli martwisz się o jego stan czystości, to zawsze możesz skorzystać z usługi bike SPA. Jeśli zaś martwisz się o jego sprawność, to mechanicy w Veloart również mogą się nim odpowiednio zająć.

Ceny i oferta:

W Veloart jest do wyboru właściwie aż 10 programów bikefittingowych. Za standardowy bikefitting zapłacimy 600pln. Bikefitting w wersji premium będzie nas kosztował 800pln, zaś bikefitting PRO dostępny jest w cenie 1500pln. Oprócz wspomnianych mamy możliwość doboru wielkości ramy, bikefitting dla triathlonistów, dobór wkładek, ustawienie bloków (to jest zawarte w bikefittingu), dobór siodła, a także zwykła konsultacja bikefittingowa czy też konsultacja z fizjoterapeutą.

Czy Warto?

W mojej opinii – zdecydowanie tak! Powiedzmy sobie szczerze, poświęcenie 3-4 godzin dla wyeliminowania wszelkich wad ustawienia pozycji, zdobycia bezcennej wiedzy od najlepszych specjalistów w naszym kraju, a także zdobycie pewności, że nasze części zastosowane w rowerze są odpowiedniej długości i szerokości jest tego warte. Kwestie finansowe są kwestiami indywidualnymi i z tym nie będę dyskutował. Mnie do zrozumienia daje to, że wydając kilka stów na bikefitting daję sobie dużą szansę na to, że za kilka lat mogę zaoszczędzić wielokrotność tej kwoty na wizyty u fizjoterapeutów, czy też jakieś operacje w razie gdyby pojawiły się jakieś kontuzje. Ponadto zawsze kilka, a może nawet kilkanaście watów może akurat przyoszczędzimy i nasza moc płynąca z mięśni zostanie lepiej przetransferowana na napęd, a to zaprocentuje lepszym miejscem na wyścigu. Żyjemy w czasach z dostępem do niesamowitych technologii, więc korzystajmy z tego na tyle, na ile potrzebujemy, a będziemy zdrowsi i lepsi!

Na sam koniec dodam tylko, że w porównaniu do poprzedniego mojego ustawienia roweru siodło poszło około 1cm do góry, zaś kierownica około 1cm w dół. Sam rower posiada obecnie 2cm krótszą ramę od poprzednika, zaś mostek jest o 2cm dłuższy. Jedyne co zmieniłem w ustawieniu roweru po wizycie w studio to przesunięcie siodła dosłownie o 2 milimetry do przodu, aby wyeliminować delikatny efekt przesuwania się do przodu ciałem właśnie na siodle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *