Menu Zamknij

Moje podsumowanie 2019 roku

Rok 2019 minął tak szybko, że nawet nie zdążyłem go podsumować przed jego upływem. Ale spokojnie, wszystko właśnie w tej chwili nadrobiłem!

Dziś już nie jestem w stanie podsumować swoich wyników fotografią z niezliczoną ilością pucharów, jak miało to miejsce w latach poprzednich. Ale wiecie co? Te pucharki właśnie mają dla mnie teraz dużo większą wartość, niż w momencie, gdy pisałem poprzednie podsumowania.

Ale do rzeczy! Rok 2019 to dla mnie rok dużych zmian. Skończyłem studia, przeprowadziłem się do Warszawy, rozpocząłem pracę w zawodzie i skończyłem z zawodowym uprawianiem kolarstwa. No dobra, zawodowo nigdy go nie uprawiałem. Jak mawiał Bartek Huzarski pociąg z napisem „zawodostwo” odjechał mi kilkanaście lat temu, a ja nawet nie stałem na peronie… Wszystko się nieco zmieniło, do tematu treningów oraz wyścigów podszedłem z dużo większym dystansem.

Rok rozpocząłem od kilku wizyt w Innsbrucku, Londynie, Nowym Jorku i Watopii. Po prostu kręciłem na Zwifcie. Nie sprawiało mi to zbyt dużej przyjemności, więc gdy tylko nadarzała się sposobność to starałem się uciekać na zewnątrz. Poznawałem przy tym zarówno Warszawę, jak i płaskie jak stół – Mazowsze.

Jak się pewnie domyślacie, nic wielkiego i szczególnego tu nie odkryłem. Oprócz tego, że było płasko, to dodatkowo było wietrznie i momentami gęsto od kolarzy. Czasem możnabyło spotkać obecne gwiazdy kolarstwa.

Lub też byłe (choć wciąż świecące) 😉

Dowiedziałem się też, że Gassy, to nie potoczna nazwa drogi rowerowej, lecz nazwa miejscowości. Usłyszałem też, że w Górze Kalwarii są podjazdy. Ktoś, kto to powiedział musiał być bardzo zamknięty na podróżowanie.

Wystartowałem w kilku wyścigach, tradycyjnie był to Klasyk Beskidzki poprzedzony startem w Sobótce. Zająłem tam odpowiednio miejsca w ósmej oraz trzeciej dziesiątce… Trochę kaszana co? Wystartowałem też w jednym z warszawskich kryteriów, gdzie miałem defekt i tylko honorowo ukończyłem swoje zmagania.

Mocniej nastawiałem się na wyścig Nowy Targ Road Challenge, czasówka poszła mi całkiem nieźle, 16 miejsce w tej obsadzie to był wynik bliski tego, do czego byłem przyzwyczajony z lat poprzednich. Drugi oraz trzeci etap nie poszły niestety po mojej myśli. Wiecie jak to jest, gdy podczas jednego etapu łapiecie 3 defekty? Ja się właśnie wtedy dowiedziałem – nie polecam.

Wystartowałem też w pierwszej edycji Klasyku Podkarpackiego. Kapitalna trasa, super organizacja, mocna obsada i upalna pogoda. Postanowiłem wtedy zaatakować od startu, wszak to moje rodzinne tereny! Na początku bawiłem się przednio, później już mocno cierpiałem. Ale zawody ukończyłem na początku drugiej dziesiątki, więc w sumie był to mój najlepszy start sezonu jak do tej pory. Pojawiłem się także na Klasyku Boguchwały, gdzie jechałem całkiem dobry wyścig i niejako kontrolowałem sytuację. Była realna szansa walki nawet o zwycięstwo. Jednak u podnóża ostatniego podjazdu przypomniał o sobie mój wielki prześladowca – pech. Przy zmianie biegów, łańcuch zaklinował mi się między ramą, a korbą i owinął się o nią dobre dwa razy. W praktyce oznaczało to tyle, że po raz pierwszy w życiu nie byłem w stanie ukończyć wyścigu.

Przełamanie przyszło podczas ciekawego wydarzenia, jakim był wyścig na płycie lotniska w podrzeszowskiej Jasionce. Zawody odbywały się w formule jazdy na czas na dystansie około 42km. Warto podkreślić, że impreza odbywała się chwilę po północy! Wyścig ten udało mi się wygrać, ale właściwie nie z tego byłem najbardziej zadowolony. Podczas swojej godzinnej próby byłem w stanie utrzymać moc na poziomie 5W/kg, czyli w sumie jak za swoich najlepszych czasów.

Ostatnim wyścigiem był… Wyścig by Tomasz Marczyński w Niepołomicach. Pogoda była wręcz fatalna, a odcinki szutrowe spowodowały, że wszyscy uczestnicy zaliczyli darmowe SPA. Bawiłem się naprawdę przednio, próbowałem swoich sił w ucieczkach, starałem się rozerwać grupę na odcinkach szutrowych. Sił wystarczyło na miejsce w połowie drugiej dziesiątki. Czyli całkiem przyzwoicie jak na mnie!

Jak widzicie, nie ścigałem się za wiele. Ale za to zwiedziłem trochę kraju i zagranicy. Po raz pierwszy szosowałem nieco w Słowenii. Udało się odhaczyć między innymi podjazd Mangart oraz Vrsic. Pierwszy raz przemierzyłem Grossglockner Hochalpenstrasse w Austrii.

Byłem także we Włoszech (chyba po raz ósmy w swoim życiu), gdzie pierwszy raz podjechałem pod Monte Crostis, oraz drugi raz zdobyłem Monte Zoncolan (do dziś nie wiem po co).

Na przełomie czerwca i lipca spróbowałem swoich sił w bikepackingu.

Z kumplem ruszyliśmy z Krakowa prosto na podhalańską Głodówkę, skąd drugiego dnia przed świtem ruszyłem, aby zerwać zakazany owoc – Morskie Oko na rowerze, a następnie wrócić do Krakowa między innymi przez znaną mi dobrze Przełęcz Knurowską oraz piekielnie trudne Twarogi. Tego dnia przeżyłem niezłe wahania temperaturowe, przy Morskim Oku licznik wskazał 5 stopni ciepła, zaś kilkanaście godzin później w Krakowie tych stopni było aż 37 (był to z resztą chyba najcieplejszy dzień roku).

Miałem też inne ciekawe pomysły, np wyruszyłem po pracy z Warszawy do Rzeszowa z niezawodnym Mateuszem (który z resztą mnie na ten trip namówił). Zmieściliśmy się poniżej 8 godzin z całkiem przyjemnym wiatrem w plecy. Gdybyś chciał szukać informacji, ile kilometrów dzieli te miasta podpowiadam: niecałe 300 😉

Jesienią pojeździłem nieco po Karkonoszach i Izerach, zarówno polskich, jak i czeskich. Po raz drugi w życiu wjechałem Przełęcz Karkonoską i Stóg Izerski, zaś po raz pierwszy piekielnie strome Modre Sedlo oraz Dvoracky.

Końcem września wybrałem się do Yorkshire, aby kibicować Kwiatkowi na Mistrzostwach Świata. Pech chciał, że sam Kwiato zrezygnował ze startu w tej imprezie. Pozostało mi więc oglądanie, niezwykle męczących się z trasą, biało czerwonych i kapitalna walka zawodników innych nacji o tęczową koszulkę.

Odpadł Moscon, wcześnej Van der Poel, a na zdjęciu mamy już medalistów

Zimą odwiedziłem swoje ukochane Bieszczady, by po raz pierwszy w życiu odhaczyć podjazd pod Szybowisko w Bezmiechowej. Niestety pięknych widoków podziwiać nie było mi dane, ze względu na dość ekstremalne warunki pogodowe.

Mocno eksplorowałem też rejony Mazowsza. Okrążyłem Kampinos, Zalew Zegrzyński i inne okoliczne „atrakcje”. Zajrzałem też rowerem na Warmię i Mazury, do Kazimierza nad Wisłą, a także do Wrocławia.

No dobra, dość tego nudnego pisania!

Teraz to, co lubię najbardziej – STATYSTYKI

Wszystkie te moje wojaże przełożyły się na 11093km (88% tego co w 2018), 66380m pionu (51% tego co w 2018), 382h (84% tego co w 2018). Więc w sumie tragedii nie ma, ale chciałoby się pewnie więcej.

W minionym roku ruszyłem ze swoją stroną, którą odwiedziło prawie 20 tysięcy użytkowników. Najbardziej klikalnym postem był ten o mojej sądowej batalii ws. drogi dla rowerów. Ponad 15 tysięcy odsłon!

Strona na Facebooku zyskała ponad 800 nowych użytkowników. Sprawia to, że jest nas już 2870 osób. Najbardziej medialny post uzyskał prawie 500 polubień i reakcji oraz zanotował rekordowe 15 tysięcy wyświetleń. Na kampanie reklamowe w social media wydałem okrągłe 0zł 😉

Na Instagramie przybyło 200 nowych „followersów”. Tutaj muszę uderzyć się w pierś. Mocno zaniedbałem swój Instagram od strony publikowania postów, ale za to staram się to nadrabiać swoimi instastories 😉

Na koniec chcę podziękować Wam wszystkim za to, że czasem tutaj zaglądacie, śledzicie moje poczynania. Czasem uda mi się napisać coś ciekawszego, czasem nie trafię w Wasze gusta. Tak naprawdę uczę się dłuższego pisania i nie zawsze jest do tego odpowiednia motywacja.

Dziękuję także swojej, byłej już, drużynie In Mogilany Cycling Team – jazda z Wami to była wielka przyjemność i duża nobilitacja. Powodzenia dla Was wszystkich w nadchodzącym sezonie oraz kolejnych!

Dziękuję firmie Active Life Energy za wsparcie w postaci wszelkiego rodzaju odżywek i suplementów, zawsze dostaję od Was wszystko czego tylko potrzebuję. To jest niesamowite dla mnie, zwykłego amatora!

Dziękuję także moim dobrym kumplom z firmy Luxa za to, że mogę sobie śmigać w modnej i wygodnej odzieży kolarskiej. Macie super asortyment i ogólnie jesteście super! 😀

Dziękuję także GoSport za możliwość potestowania Waszych produktów, a także za szansę sprawdzenia się w głównej roli krótkiego materiału filmowego na temat zasad jazdy w grupie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *