Menu Zamknij

Pomiar mocy RONDE

W życiu kolarza amatora prędzej czy później przychodzi taki czas, że aby wejść na wyższy poziom umiejętności już nie wystarczy samo jeżdżenie i nabijanie kilometrów. Trzeba zacząć po prostu rozpocząć treningi w oparciu o jakieś urządzenie pomiarowe, do którego będziemy się odnosić w czasie. Do września 2017 trenowałem w oparciu o wskazania pulsometru. Ci, którzy w temacie siedzą głęboko, wiedzą, że jazda na pulsie ma raczej więcej minusów niż plusów. Chociażby sam fakt, że każdego dnia nasze tętno może się nieco różnić, na co wpływa wiele czynników, np. stopień zmęczenia, nie do końca przespana noc, kolejny dzień z rzędu na treningu itd. Tutaj z pomocą przychodzi mityczny pomiar mocy. Urządzenie bardzo zaawansowane, bardzo precyzyjne i zwykle bardzo drogie. Właściwie, ta ostatnia kwestia jest największą barierą dla większości z nas – amatorów.
W dzisiejszych czasach na rynku do wyboru mamy coraz więcej rozwiązań opartych o moc. Najczęściej spotykane rozwiązania sprowadzają się do pomiaru z pedałów, piasty lub ramienia korby. Właśnie ten ostatni system mam możliwość używania od kilku miesięcy (już od dwóch lat). Mianowicie pomiar mocy Ronde w lewym ramieniu korby.
Szczerze mówiąc, zakup pomiaru mocy rozważałem od dawna. Czekałem, aż ceny takich urządzeń znajdą się na poziomie akceptowalnym dla mojego budżetu. Rozważałem właściwie dwa rozwiązania, albo pomiar w pedałach, albo właśnie w ramieniu korby. W Internecie natknąłem się na wcześniej już wspomnianą firmę RONDE, krótki research, ale wujek Google raczej milczał na temat tego produktu, oraz jakiejkolwiek recenzji. Cena pomiaru dla ramienia Shimano Ultegra 6800 to 1799pln (Shimano 5800 to 1599pln), a więc o dobre kilkaset złotych taniej niż Stages czy 4iiii. Jedyną niewiadomą była jakość tego produktu. Jak to mówią, kto nie ryzykuje ten szampana nie pije, więc postanowiłem sprawdzić jak ten szampan będzie smakował 😛 Zamówiłem.
Paczka dotarła, pomiar starannie zapakowany w klasyczne pudełko, wewnątrz kilka naklejek, karta rabatowa i oczywiście gość specjalny – ramię korby z pomiarem i baterią CR2032. Wszystko gotowe na montaż w rowerze. Montaż ramienia to dosłownie 2 minuty roboty. Czas na parowanie, Garmin 520 (obecnie Wahoo Elemnt Bolt) bardzo szybko odnalazł czujnik i już po chwili oba urządzenia były ze sobą sparowane. Następnie szybka kalibracja i pomiar już nadaje się do testu w terenie!
Jak już wcześniej wspomniałem, pomiar testuję od ponad miesiąca. Udało mi się razem z nim wystartować w trzech wyścigach, odbyć kilkanaście mniej lub bardziej intensywnych treningów, w tym test FTP. Pogoda także, nie zawsze rozpieszczała, kilka jazd w deszczu oraz niskiej temperaturze pozwoliło bardzo dokładnie przetestować to urządzenie. 

EDIT: Po dwóch latach użytkowania, mogę potwierdzić wszystko to, co opisane w tekście. Wyścigów zaliczyłem od tego czasu pewnie kilkadziesiąt, zrobiłem kilkaset treningów specjalistycznych na tym urzadzeniu oraz przeprowadziłem kilkanaście testów FTP.


Zacznę może od najprostszych kwestii:

  • Czujnik ani na moment nie stracił sygnału z licznikiem (przesyłanie danych za pomocą ANT+),
  • Nie udało mi się także zalać gniazda baterii podczas deszczowych treningów i wyścigów, 
  • Podczas nierówności, jazdy po kostce, czy przejeździe przez tory też nie wypluwa nagle kosmicznych wartości (sprawdzone dokładnie podczas analizy na trainingPeaks),
  • Zdarzają mu się chwilowe błędy uwidaczniające się chwilowymi skokami mocy, jednak jest ich dużo mniej niż w takim Stages (okiem fachowca, który zna się w temacie mierników dużo lepiej niż ja),
  • Nie zauważyłem też opóźnień we wskazaniu mocy, pracuję głównie na mocy średniej z 3 lub 10 sekund.

Zauważyłem natomiast, że dobrze jest pamiętać o kalibracji przed każdym wyjazdem na trening. Co więcej, można wystawić rower na dwór już 10-15 minut przed jazdą, aby czujnik dostosował się niejako do temperatury panującej na zewnątrz, lub po prostu skalibrować urządzenie po kilkunastu minutach jazdy. Niewykonanie takiej czynności może czasem skutkować dziwnymi odczytami z pomiaru, zwłaszcza podczas deszczu. W sumie nie jest to wielka filozofia, kalibracja zajmuje dosłownie kilkanaście sekund. 

Minusy:

  • Zdarza się czasemnieudana kalibracja, ale najpóźniej za drugim-trzecim razem wszystko już było w porządku. Zazwyczaj takie problemy występują w większym gronie kolarzy (nagromadzenie sygnałów),
  • Producent deklaruje zużycie baterii na poziomie 120-150h. Podczas tych dwóch lat użytkowania nie mierzyłem dokładnie mojego czasu zużycia, ale mogę powiedzieć z dużą pewnością, że jest niższy niż deklaracje producenta. Raz też zdarzyło mi się, że baterię musiałem wymieniać już po kilku jazdach (wszystkie deszczowe),
  • Ponadto producent deklaruje dokładność pomiaru na poziomie 3%, nie jest to zapewne szczyt możliwości, konkurencyjne rozwiązania szacują swoją dokładność na poziomie 1-2%. 

    Podsumowując, trening z miernikiem mocy, nawet tym z niższej półki będzie zapewne bardziej efektywny, niż zwykła jazda na czuja. Mimo, że jest to pomiar z jednej nogi, to jednak względne porównania bazujące na tym urządzeniu i ustalenie o niego swoich stref jest w zupełności wystarczające do treningu. 


Jest to prawdopodobnie najtańszy pomiar mocy na rynku.
Jakość zapisu danych wcale nie odbiega od innych, droższych urządzeń, a nawet jest nieco lepsza.


Póki co, jestem mega zadowolony z wyboru i tak pewnie już pozostanie. Mogę tworzyć realne porównania z innymi zawodnikami, urządzenie w wyścigu na czas bardzo fajnie spełnia swoje zadanie i utrzymanie odpowiednich watów pozwala na optymalne rozłożenie sił, a sprawdzanie peaków mocy z wyścigu i porównanie do innych treningów potrafi wiele powiedzieć o swojej dyspozycji. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *